scarythingsandstuff
niedziela, 25 maja 2014
susan
Susan and Ned were driving through a wooded empty section of highway. Lightning flashed, thunder roared, the sky went dark in the torrential downpour.
“We’d better stop,” said Susan. Ned nodded his head in agreement. He stepped on the brake, and suddenly the car started to slide on the slick pavement. They plunged off the road and slid to a halt at the bottom of an incline.
Pale and shaking, Ned quickly turned to check if Susan was all right. When she nodded, Ned relaxed and looked through the rain soaked windows.
“I’m going to see how bad it is,” he told Susan, and when out into the storm. She saw his blurry figure in the headlight, walking around the front of the car. A moment later, he jumped in beside her, soaking wet.
“The car’s not badly damaged, but we’re wheel-deep in mud,” he said. “I’m going to have to go for help.”
Susan swallowed nervously. There would be no quick rescue here. He told her to turn off the headlights and lock the doors until he returned.
Axe Murder Hollow. Although Ned hadn’t said the name aloud, they both knew what he had been thinking when he told her to lock the car. This was the place where a man had once taken an axe and hacked his wife to death in a jealous rage over an alleged affair. Supposedly, the axe-wielding spirit of the husband continued to haunt this section of the road.
Outside the car, Susan heard a shriek, a loud thump, and a strange gurgling noise. But she couldn’t see anything in the darkness.
Frightened, she shrank down into her seat. She sat in silence for a while, and then she noticed another sound. Bump. Bump. Bump. It was a soft sound, like something being blown by the wind.
Suddenly, the car was illuminated by a bright light. An official sounding voice told her to get out of the car. Ned must have found a police officer. Susan unlocked the door and stepped out of the car. As her eyes adjusted to the bright light, she saw it.
Hanging by his feet from the tree next to the car was the dead body of Ned. His bloody throat had been cut so deeply that he was nearly decapitated. The wind swung his corpse back and forth so that it thumped against the tree. Bump. Bump. Bump.
“We’d better stop,” said Susan. Ned nodded his head in agreement. He stepped on the brake, and suddenly the car started to slide on the slick pavement. They plunged off the road and slid to a halt at the bottom of an incline.
Pale and shaking, Ned quickly turned to check if Susan was all right. When she nodded, Ned relaxed and looked through the rain soaked windows.
“I’m going to see how bad it is,” he told Susan, and when out into the storm. She saw his blurry figure in the headlight, walking around the front of the car. A moment later, he jumped in beside her, soaking wet.
“The car’s not badly damaged, but we’re wheel-deep in mud,” he said. “I’m going to have to go for help.”
Susan swallowed nervously. There would be no quick rescue here. He told her to turn off the headlights and lock the doors until he returned.
Axe Murder Hollow. Although Ned hadn’t said the name aloud, they both knew what he had been thinking when he told her to lock the car. This was the place where a man had once taken an axe and hacked his wife to death in a jealous rage over an alleged affair. Supposedly, the axe-wielding spirit of the husband continued to haunt this section of the road.
Outside the car, Susan heard a shriek, a loud thump, and a strange gurgling noise. But she couldn’t see anything in the darkness.
Frightened, she shrank down into her seat. She sat in silence for a while, and then she noticed another sound. Bump. Bump. Bump. It was a soft sound, like something being blown by the wind.
Suddenly, the car was illuminated by a bright light. An official sounding voice told her to get out of the car. Ned must have found a police officer. Susan unlocked the door and stepped out of the car. As her eyes adjusted to the bright light, she saw it.
Hanging by his feet from the tree next to the car was the dead body of Ned. His bloody throat had been cut so deeply that he was nearly decapitated. The wind swung his corpse back and forth so that it thumped against the tree. Bump. Bump. Bump.
JEFF THE KILLER
Tutaj trafiają niegrzeczne dzieci
Kiedy mieszkałem w Libanie mogłem mieć sześć, może siedem lat. W tamtym czasie kraj był zrujnowany przez wojnę, a morderstwa stały się rzeczą zwyczajną i dosyć częstą. Pamiętam, że w szczególnie ciężkich chwilach, kiedy bombardowanie trwało non-stop, siedziałem w domu naprzeciw telewizora, oglądając bardzo dziwny program.
Kiedy mieszkałem w Libanie mogłem mieć sześć, może siedem lat. W tamtym czasie kraj był zrujnowany przez wojnę, a morderstwa stały się rzeczą zwyczajną i dosyć częstą. Pamiętam, że w szczególnie ciężkich chwilach, kiedy bombardowanie trwało non-stop, siedziałem w domu naprzeciw telewizora, oglądając bardzo dziwny program.
Był to program dla dzieci, który trwał około 30 minut i zawierał dziwaczne, złowieszcze obrazy. Do dnia dzisiejszego wierzę, że była to próba mediów, aby utrzymać dzieciaki w domu i je sobie podporządkować, ponieważ morał każdego odcinka krążył wciąż wokół tych samych idei. Rzeczy takie jak: "niegrzeczne dzieci chodzą późno spać", "niegrzeczne dzieci trzymają ręce pod kołdrą kiedy śpią", "niegrzeczne dzieci kradną jedzenie z lodówki w środku nocy". Były one bardzo dziwne, a w dodatku wszystko po arabsku. Niewiele z napisów rozumiałem, ale w większości przekaz obrazkowy był łatwy do zrozumienia.

DEMONOLOGIA
Demonologia, spirytualizm, czarna magia, przywoływanie duchów. Tobie te tematy kojarzą się zapewne z starymi horrorami klasy B, jeszcze z czasów kaset VHS. Mi zaś kojarzą się inaczej. Od dziecka uwielbiałem straszne historie opowiadane mi przez wujka lub starszych kolegów. Odkąd nauczyłem się czytać, sięgałem po przeróżnej maści horrory, od deski do deski przeczytałem Mastertona, Kinga, Lovecrafta i Poe'go oraz wielu innych twórców. Historie które na początku mnie przerażały z biegiem czasu stawały się mniej straszne a bardziej śmieszne. Wtedy to pierwszy raz zetknąłem się z tematem demonologii. W poszukiwaniu ciekawych książek traktujących o demonach, diabłach i innych mieszkańcach piekieł natknąłem się na dwie nietypowe książki. Bardzo stare książki, wypadałoby nadmienić. Pierwsza z nich nazywała się ''Sztuka Goecji''. Nosiła też miana Lemegetonu bądz też ''Tajemnej Księgi v Króla Salomona''. Druga nazywała się ''Pseudomonarchia Deamonum''. Oba dzieła były do siebie bardzo podobne - mówiły o demonach które rzekomo istnieją i o tym jak je przyzywać, czego mogą nauczyć przyzywającego i czego w zamian oczekują.
Miałem wtedy siedemnaście lat, i nie wierzyłem już w tego typu bajędy. Demony, pentagramy, czarne świece bla, bla, bla,. Postanowiłem przy najbliższej pełni księżyca spróbować dokonać jednej z opisanych w ''Sztuce'' inkantacji. Jakiż głupi wtedy byłem... Lecz nieważne, kontynuujmy. Około 1:20 w nocy kiedy wszyscy już zasnęli, zapaliłem kilka świeczek z których ułożyłem okrąg w którym następnie usiadłem. Oczyściłem umysł ze zbędnych myśli. Przyszło mi to nadzwyczaj łatwo albowiem już od dłuższego czasu praktykowałem medytację. W chwili kiedy zeszło na mnie oczekiwane katharsis, rozpocząłem inkantację. Nie potrafię jej teraz przytoczyć, zbyt wiele dni minęło. Albo lat... Pamiętam jedynie że była bardzo monotonna, i samym swoim brzmieniem składającym się z dość niskich tonów, niemalże mnie uśpiła. W pewnym momencie, nie wiem jak długo siedziałem otoczony świecami, coś poczułem. Niczym delikatny chłodny powiew w moje ciało wlała się siła. Nie wiem co to było lecz poczułem się wtedy jak sam Bóg w trakcie dzieła stworzenia. Czułem jakbym jednym dotykiem mógł tworzyć galaktyki, niszczyć narody, rzucić sobie cały świat do stóp. Uczucie trwało zaledwie ułamek sekundy, lecz było tak potężne że zapragnąłem więcej. O wiele więcej.
Kiedy wybudziłem się z transu, ze świec pozostały jedynie małe kałuże roztopione wosku, przez zasłony zaś, wkradały się pierwsze promienie słońca. Od razu wziąłem się do drugiej książki, ''Pseudomonarchii''. Inkantacja była prawdziwa, działała i przyniosła skutek więc stwierdziłem że przywołanie demona też może się udać. A powinienem rzucić to wszystko w diabli, spalić książki i zająć się nauką. Ehh... Następnej nocy znów rozpaliłem świece. Celem mojej inkantacji było przyzwanie Asmodaya, czasem zwanego też Asmodeuszem. Naucza on nauk o ruchu, niewidzialności, dostarcza kosztowności i uczy sztuki uwodzenia. Z myśla o tym co mnie czeka wszedłem do okręgu ze świec który dodatkowo otoczyłem kręgiem z soli, który podobno miał pomóc w odesłaniu ducha. Rozpocząłem medytacje. Świece paliły się, ja medytowałem lecz nic się nie działo aż nagle... Poczułem gorący oddech na ramieniu. Całe ciało przepełniło mi uczucie przerażającego zimna które wręcz ścinało krew w żyłach. Serce zaczęło tłuc w piersi, jakby chciało wyrwać się na wolność. Usłyszałem głos. Zachrypnięty, jakby zwielokrotniony głos w mojej głowie który brzmiał jakby naraz w agonii wrzeszczało co najmniej dwadzieścia osób. Zapytał czego potrzebuje. Bałem się odpowiedzieć, nawet nie byłem w stanie drgnąć lub otworzyć oczu a co dopiero wypowiedzieć słowa. Pomyślałem więc o niewidzialności której Asmoday miał nauczać. I wtedy wszystko ucichło. Gorący oddech zamienił się w uczucie ciepła które biło od świecy, uczucie zimna spowodowało uchylone okno, zaś głos w głowie prawdopodobnie mi się uroił. Myślałem wtedy że po prostu przysnąłem ze zmęczenia. Zgasiłem świece, położyłem się do łóżka i zasnąłem w ciągu kilku sekund. Rano, obudzony przez budzik telefonu, zszedłem do kuchni na śniadanie. Moi rodzice z ośmioletnim bratem już jedli. Powiedziałem ''dzień dobry'' i usiadłem przy stole. Kiedy odsuwałem krzesło, rodzice zamilkli i spojrzeli się na mnie bardzo zdziwionymi spojrzeniami. Nie wiedziałem o co im chodzi więc zacząłem nakładać sobie płatków śniadaniowych. I wtedy to się zaczęło. Matka odskoczyła od stołu jak poparzona, chwytając w ramiona mojego brata który zaczął rozpaczliwie krzyczeć ''duchy!'' . Ojciec pobladł i zamarł w bezruchu. Co oni wyprawiają? - pomyślałem. Wstałem od stołu i wybiegłem na zewnątrz domu. Za płotem dostrzegłem sąsiada. Podszedłem na odległość wyciągnięcia ręki i przywitałem się. Nawet na mnie nie spojrzał. Wtedy z domu wybiegł mój ojciec, podbiegł do sąsiada i zaczął opowiadać jak przed kilkoma chwilami w kuchni naszego domu coś niewidzialnego odsunęło krzesło od stołu i zaczęło poruszać przedmiotami. Zrozumiałem co się dzieje. Przyzwanie Asmodeusza zakończyło się sukcesem. Byłem niewidzialny. Moi rodzice, bliscy, przyjaciele i cała reszta ludzi zapomniała o mnie. Nikt mnie nie widział, nikt nie czuł mojego dotyku. To wszystko zaczęło się tyle czasu temu...
Już nie mieszkam z rodzicami. Całymi dniami i nocami bawię się z ludzmi. Przesuwam przedmioty za ich plecami by ich wystraszyć, straszę zwierzęta które w jakiś sposób mogą mnie wyczuć a czasami po prostu stoję za ludzmi którzy do pózna siedzą przed komputerem i czytają moją historię. Tak jak teraz. Nie obracaj się. I tak mnie nie dostrzeżesz.
(PS: Podoba mi się Twoja koszulka )
Miałem wtedy siedemnaście lat, i nie wierzyłem już w tego typu bajędy. Demony, pentagramy, czarne świece bla, bla, bla,. Postanowiłem przy najbliższej pełni księżyca spróbować dokonać jednej z opisanych w ''Sztuce'' inkantacji. Jakiż głupi wtedy byłem... Lecz nieważne, kontynuujmy. Około 1:20 w nocy kiedy wszyscy już zasnęli, zapaliłem kilka świeczek z których ułożyłem okrąg w którym następnie usiadłem. Oczyściłem umysł ze zbędnych myśli. Przyszło mi to nadzwyczaj łatwo albowiem już od dłuższego czasu praktykowałem medytację. W chwili kiedy zeszło na mnie oczekiwane katharsis, rozpocząłem inkantację. Nie potrafię jej teraz przytoczyć, zbyt wiele dni minęło. Albo lat... Pamiętam jedynie że była bardzo monotonna, i samym swoim brzmieniem składającym się z dość niskich tonów, niemalże mnie uśpiła. W pewnym momencie, nie wiem jak długo siedziałem otoczony świecami, coś poczułem. Niczym delikatny chłodny powiew w moje ciało wlała się siła. Nie wiem co to było lecz poczułem się wtedy jak sam Bóg w trakcie dzieła stworzenia. Czułem jakbym jednym dotykiem mógł tworzyć galaktyki, niszczyć narody, rzucić sobie cały świat do stóp. Uczucie trwało zaledwie ułamek sekundy, lecz było tak potężne że zapragnąłem więcej. O wiele więcej.
Kiedy wybudziłem się z transu, ze świec pozostały jedynie małe kałuże roztopione wosku, przez zasłony zaś, wkradały się pierwsze promienie słońca. Od razu wziąłem się do drugiej książki, ''Pseudomonarchii''. Inkantacja była prawdziwa, działała i przyniosła skutek więc stwierdziłem że przywołanie demona też może się udać. A powinienem rzucić to wszystko w diabli, spalić książki i zająć się nauką. Ehh... Następnej nocy znów rozpaliłem świece. Celem mojej inkantacji było przyzwanie Asmodaya, czasem zwanego też Asmodeuszem. Naucza on nauk o ruchu, niewidzialności, dostarcza kosztowności i uczy sztuki uwodzenia. Z myśla o tym co mnie czeka wszedłem do okręgu ze świec który dodatkowo otoczyłem kręgiem z soli, który podobno miał pomóc w odesłaniu ducha. Rozpocząłem medytacje. Świece paliły się, ja medytowałem lecz nic się nie działo aż nagle... Poczułem gorący oddech na ramieniu. Całe ciało przepełniło mi uczucie przerażającego zimna które wręcz ścinało krew w żyłach. Serce zaczęło tłuc w piersi, jakby chciało wyrwać się na wolność. Usłyszałem głos. Zachrypnięty, jakby zwielokrotniony głos w mojej głowie który brzmiał jakby naraz w agonii wrzeszczało co najmniej dwadzieścia osób. Zapytał czego potrzebuje. Bałem się odpowiedzieć, nawet nie byłem w stanie drgnąć lub otworzyć oczu a co dopiero wypowiedzieć słowa. Pomyślałem więc o niewidzialności której Asmoday miał nauczać. I wtedy wszystko ucichło. Gorący oddech zamienił się w uczucie ciepła które biło od świecy, uczucie zimna spowodowało uchylone okno, zaś głos w głowie prawdopodobnie mi się uroił. Myślałem wtedy że po prostu przysnąłem ze zmęczenia. Zgasiłem świece, położyłem się do łóżka i zasnąłem w ciągu kilku sekund. Rano, obudzony przez budzik telefonu, zszedłem do kuchni na śniadanie. Moi rodzice z ośmioletnim bratem już jedli. Powiedziałem ''dzień dobry'' i usiadłem przy stole. Kiedy odsuwałem krzesło, rodzice zamilkli i spojrzeli się na mnie bardzo zdziwionymi spojrzeniami. Nie wiedziałem o co im chodzi więc zacząłem nakładać sobie płatków śniadaniowych. I wtedy to się zaczęło. Matka odskoczyła od stołu jak poparzona, chwytając w ramiona mojego brata który zaczął rozpaczliwie krzyczeć ''duchy!'' . Ojciec pobladł i zamarł w bezruchu. Co oni wyprawiają? - pomyślałem. Wstałem od stołu i wybiegłem na zewnątrz domu. Za płotem dostrzegłem sąsiada. Podszedłem na odległość wyciągnięcia ręki i przywitałem się. Nawet na mnie nie spojrzał. Wtedy z domu wybiegł mój ojciec, podbiegł do sąsiada i zaczął opowiadać jak przed kilkoma chwilami w kuchni naszego domu coś niewidzialnego odsunęło krzesło od stołu i zaczęło poruszać przedmiotami. Zrozumiałem co się dzieje. Przyzwanie Asmodeusza zakończyło się sukcesem. Byłem niewidzialny. Moi rodzice, bliscy, przyjaciele i cała reszta ludzi zapomniała o mnie. Nikt mnie nie widział, nikt nie czuł mojego dotyku. To wszystko zaczęło się tyle czasu temu...
Już nie mieszkam z rodzicami. Całymi dniami i nocami bawię się z ludzmi. Przesuwam przedmioty za ich plecami by ich wystraszyć, straszę zwierzęta które w jakiś sposób mogą mnie wyczuć a czasami po prostu stoję za ludzmi którzy do pózna siedzą przed komputerem i czytają moją historię. Tak jak teraz. Nie obracaj się. I tak mnie nie dostrzeżesz.
(PS: Podoba mi się Twoja koszulka )
Subskrybuj:
Posty (Atom)




